
Moja historia
Przez wiele lat działałam na pełnych obrotach. Pracowałam w dużej korporacji, prowadziłam zespół, po pracy ogarniałam kilka różnych projektów, trenowałam, spotykałam się ze znajomymi, miałam dom, partnera i generalnie sporo rzeczy do ogarnięcia. Z zewnątrz wyglądało to tak, jakbym miała wszystko pod kontrolą. Wszyscy byli pod wrażeniem, jak ja to ogarniam. I przez jakiś czas naprawdę to działało – aż przestało.
W pewnym momencie pojawiło się zmęczenie, które nie mijało. Coraz trudniej było mi funkcjonować tak jak wcześniej. Rzeczy, które kiedyś załatwiałam od ręki, nagle zaczęły rosnąć do rozmiaru wejścia na Mount Everest. Coraz mniej rzeczy mnie cieszyło, a ja sama robiłam się smutna, rozdrażniona i zwyczajnie zmęczona sobą. Coraz częściej wieczory spędzałam z telefonem w ręku, potem nie mogłam przez to długo zasnąć, a rano na dźwięk budzika marzyłam tylko, żeby o nim zapomnieć. Kawa za kawą a ja ciągle byłam zmęczona a w głowie miałam mgłę, która nie pozwalała mi myśleć jasno.
W końcu dotarło do mnie, że ja już tak nie chcę. Że przecież życie może wyglądać inaczej i po prostu być fajne. To był moment, w którym poczułam, że muszę coś zmienić. Tylko że ten proces wcale nie był prosty. Nie wiedziałam, od czego zacząć, więc szłam trochę po omacku. Praca z ciałem, praca z głową, przyglądanie się sobie, swoim potrzebom, temu, co mi służy, a co kompletnie nie. W pewnym momencie mój psychoterapeuta zasugerował, że warto sprawdzić diagnozę w kierunku ADHD. I to był strzał w dziesiątkę.
Kiedy dostałam diagnozę, nagle wiele rzeczy wskoczyło na swoje miejsce. Zaczęłam rozumieć, co się ze mną dzieje i dlaczego przez tyle lat zrobienie pewnych rzeczy przychodziło mi tak dużym kosztem. To nie sprawiło, że wszystko nagle stało się łatwe, ale dało mi coś dużo ważniejszego: ulgę, większe zrozumienie siebie i w końcu jakiś punkt zaczepienia. Od tego momentu zaczęłam układać życie bardziej po swojemu. Nie tak, jak „powinnam”, tylko tak, jak naprawdę chcę i jak jest mi dobrze.
Dziś pracuję zdalnie, podróżuję, mieszkam w vanie i dużo uważniej sprawdzam, czego potrzebuję i co mi naprawdę służy. Coraz lepiej znam siebie i swoje ADHD, mniej się ze sobą siłuję, częściej odpuszczam i — co dla mnie najważniejsze — to naprawdę działa.
Nie zawsze idealnie, bo umówmy się: idealnie to sobie może działać Excel, nie człowiek. Ale dziś wiem, co zrobić, kiedy wracają stare schematy. I to daje mi dużo więcej spokoju i poczucia bezpieczeństwa.

Tego właśnie uczę dziś moje Klientki:
– odpuszczania – takiego, które nie jest rezygnacją, tylko świadomym wyborem. Moje Klientki przestają próbować „ogarnąć” wszystko naraz, zaczynają wybierać to co jest naprawdę ważne i na tym się skupiają. Reszta przestaje „wisieć” im nad głową i trafia na ich magiczną listę „na potem”;
– wyrozumiałości dla siebie – zamiast wchodzić w spiralę oskarżania się „co jest ze mną nie tak”, uczą się zatrzymywać, sprawdzać, co się wydarzyło i planować kolejne kroki w zależności od sytuacji;
– rozumienia siebie – tego, co stoi za odkładaniem, chaosem w głowie czy brakiem energii. Dzięki temu przestają traktować to jak wadę charakteru, a zaczynają widzieć mechanizmy, z którymi można pracować;
– budowania własnego sposobu działania – nie idealnego planu z internetu, tylko czegoś, co naprawdę działa w ich życiu;
radzenia sobie w momentach, kiedy wszystko się „wali” – kiedy siedzisz, patrzysz w ekran i nie możesz zacząć. Moje Klientki wiedzą, co zrobić, żeby ruszyć choć o krok, zamiast zacząć w nieskończoność przeglądać telefon.



